Ciężkie krople wody przyjemnie
zraszały blade ciało ciemnowłosej kobiety, która właśnie wcierała kokosowy
szampon w swoje długie za ramiona włosy.
Przymrużyła z cichym pomrukiem swoje czekoladowe oczy, spłukując szampon
i czując, jak gorąca wręcz woda orzeźwia i dokładnie nawadnia jej mleczną
skórę. Wyszła z kabiny i od razu chwyciła za biały ręcznik, owijając się nim
dokładnie. Przetarła lustro dłonią, usuwając z niego na krótką chwilę parę,
która za chwilę zaczęła się osadzać ponownie. Przybliżyła twarz do swojego
odbicia i zmarszczyła nos w grymasie. Czy dwudziestosiedmioletnia kobieta
powinna mieć już małe zmarszczki nieopodal oczu? Od kiedy to tak wcześnie?
Juliet westchnęła ciężko i ubrała się we wcześniej przygotowane ciasne jeansy i
biały podkoszulek, na który narzuciła czarną, skórzaną kurtkę. „ Nie masz już
dwudziestu lat, Jablonsky. Czas coś ze sobą zrobić.” Uśmiechnęła się do siebie
i rozczesała swoje czarne niemalże włosy, układając je tak jak to miała w
zwyczaju. Gdy wyszła w końcu z łazienki udała się do kuchni i tam chwyciła za
świeże bułki oraz dżem truskawkowy. Włączyła telewizor i smarując dżemem bułkę
oglądała poranne wiadomości. Juliet dziękowała Bogu, że miała na późniejszą
godzinę do pracy, gdyż jej niewysuszone włosy zawsze odmawiały współpracy z
suszarką i puszyły się okropnie. Zaczęła jeść samą bułkę z dżemem, po czym
dorobiła sobie do tego kawy z ekspresu i zaczęła nią popijać swoje śniadanie.
Nigdy nie smarowała bułek masłem, czuła do tego obrzydzenie. Jeszcze do dzisiaj
miała niesmak w ustach, gdy jej matka jeszcze w czasach podstawówki posmarowała
jej kanapkę tak grubą warstwą masła, w porównaniu do serka białego, że
siedmioletnia Juliet zwróciła całość w damskiej toalecie. Na to wspomnienie ciemnowłosa kobieta
zwilżyła usta, krzywiąc się nieznacznie. Od tamtej pory nie użyła masła ani
razu. W ogóle mało gotowała, w sumie potrafiła zrobić naleśniki, jajecznicę i
tak proste dania jak płatki z mlekiem, czy kanapka z serem. Swoje braki
kucharskie zawdzięczała ciągle nieobecnej w domu matce, którą jej ojciec
zostawił gdy tylko dowiedział się, że jest w ciąży. Dupek swoją drogą. Nigdy
nie chciała go poznać, a gdyby jednak tak się stało, wyrzuciłaby mu jakim to
tchórzem on jest. Z zamyślenia wyrwał ją pager, który zadźwięczał dość głośno.
Spoglądnęła leniwie na jego mały ekranik i wyskoczyła zza stołu, nałożyła na
nogi czarne trampki i wybiegła z domu, zapominając o niewysuszonych włosach. Wsiadła
do samochodu stojącego na podjeździe i ruszyła nim z piskiem opon, zostawiając
za sobą komentarze obruszonych niezmiernie tak gwałtowną jazdą starych
sąsiadek.
***
Juz któryś raz z kolei spoglądnął
na hebanowy zegar wiszący niedaleko drzwi i westchnął cicho zwilżając dolną
wargę. Nie znosił przebywać w swoim pustym mieszkaniu, jak na złość położonym w
centrum miasta. Usiadł w końcu na skórzanej sofie, pasującej do wystroju
pomieszczenia i przejechał dłonią po swoich krótkich, ciemnych włosach, jednocześnie
zastanawiając się, co mogłoby zająć go chociaż na krótki moment. Od dawna, nie
był o takiej porze w domu, przyzwyczaił się do tego, że siedziałby już na
komisariacie, przesłuchując kogoś, lub przeglądając akta nierozwiązanych spraw.
Praca całkowicie go pochłonęła, jedyne co mu pozostało to ta odrobina spokoju,
którą mógł znaleźć tylko tutaj. Lecz na co mu to było, jeśli w jego myślach
ciągle krążyły nazwiska ofiar, morderców, lub zdjęcia dowodów? Tak, możecie
powiedzieć, że Dave Horondale, oficer z San Francisco, ma problem z
oddzieleniem kariery od życia prywatnego, lecz on na pewno tak nie sądził, i
nikt nie był w stanie by mu tego wmówić. W końcu uchodził za kogoś, kogo zdanie
trudno jest podważyć. Potrafił wręcz wszyć się w psychikę drugiego człowieka, i
wyciągnąć z niej to co najmroczniejsze. Mógłby siedzieć godzinami przy stoliku,
myśląc nad jedną rzeczą, i gdyby nie wymyślił nic sensownego, na pewno by od
niego nie odszedł. Teraz ponownie pomyślicie, że Horondale nie jest
zrównoważony, lecz nie zorientowalibyście się tego, gdyby stanął przed
wami 27 letni wysoki mężczyzna, o jasnoniebieskich tęczówkach i pogodnym
spojrzeniu a także pociągłej twarzy, spoglądający na was z delikatnie
uniesionym kącikiem pełnych ust, i z dłońmi, włożonymi do przednich kieszeni
spodni, a to z kolei było wręcz jego znakiem rozpoznawczym. Lubił przebywać w
towarzystwie ludzi, lecz jak każdy, potrzebował także chwili spokoju, a takie
zdarzały się rzadko, i ta chwila, na pewno nie była odpowiednią.
Spoglądnął teraz na ekran telefonu i przejrzał skrzynkę e-mail, która jak na razie tylko świeciła pustkami. Wbił wzrok w szary napis na wyświetlaczu, gdy dźwięk pagera, wyrwał go z zamyślenia, a raczej z męki, jaką przeżywał nic nie robiąc. Wstał szybko, zabrał ze sobą tylko klucze do domu i dokumenty, w jednej chwili znajdując się w swoim czarnym mercedesie 190 SL, który był jego najcenniejszą zabawką, a jednocześnie prezentem od ojca, którego nie mógłby nie przyjąć. Spojrzał na adres wypisany na pagerze i skręcił w jedną z bocznych ulic, wiedząc, ze tamtędy dostanie się na wskazane miejsce o wiele szybciej. Po kilkunastu minutach, dotarł pod posesję otoczoną przez radiowozy i wbił na moment oczy w niewielki tłum gapiów, stojących za żółtą linią i uważnie obserwując każdy ruch śledczych. Ciekawe, że ludzka ciekawość, w tych czasach równała się z ich bezinteresownością. Przecisnął się w końcu, mrucząc pod słowem kilka słów typu, " przepraszam, chciałbym przejść, jestem z policji" które i tak na nikim nie robiły wrażenia. Pokazał jednemu z praktykantów swoją odznakę i stanął nad ofiarą, czując jak nieznośny zapach zaczyna malować na jego twarzy obrzydzony grymas, który znikł na moment, gdy zauważył swoją towarzyszkę.
Spoglądnął teraz na ekran telefonu i przejrzał skrzynkę e-mail, która jak na razie tylko świeciła pustkami. Wbił wzrok w szary napis na wyświetlaczu, gdy dźwięk pagera, wyrwał go z zamyślenia, a raczej z męki, jaką przeżywał nic nie robiąc. Wstał szybko, zabrał ze sobą tylko klucze do domu i dokumenty, w jednej chwili znajdując się w swoim czarnym mercedesie 190 SL, który był jego najcenniejszą zabawką, a jednocześnie prezentem od ojca, którego nie mógłby nie przyjąć. Spojrzał na adres wypisany na pagerze i skręcił w jedną z bocznych ulic, wiedząc, ze tamtędy dostanie się na wskazane miejsce o wiele szybciej. Po kilkunastu minutach, dotarł pod posesję otoczoną przez radiowozy i wbił na moment oczy w niewielki tłum gapiów, stojących za żółtą linią i uważnie obserwując każdy ruch śledczych. Ciekawe, że ludzka ciekawość, w tych czasach równała się z ich bezinteresownością. Przecisnął się w końcu, mrucząc pod słowem kilka słów typu, " przepraszam, chciałbym przejść, jestem z policji" które i tak na nikim nie robiły wrażenia. Pokazał jednemu z praktykantów swoją odznakę i stanął nad ofiarą, czując jak nieznośny zapach zaczyna malować na jego twarzy obrzydzony grymas, który znikł na moment, gdy zauważył swoją towarzyszkę.
***
Odór rozkładającego się powoli
ciała dopadł Juliet już przy wyjściu z jeepa. Przeczesała smukłymi palcami
ciemne kosmyki włosów i zapoznała się wzrokiem z terenem. Weszła za żółtą taśmę
i z niemałej odległości rozpoznała postać Dave ‘a Horondale ‘a. Uśmiechnęła się
do siebie nieco i podeszła bliżej, widząc jak marszczy nos uniosła brew
rozbawiona.
- Nie marszcz tak nosa,
Horondale. Dzięki takim zapachom dostajesz trochę kasy. – ukucnęła przy ofierze
i posłała mu szeroki uśmiech, przypatrując się kobiecie, która miała pełno
siniaków na ciele i kilka śladów po zębach. – Widzę, że mamy do czynienia z
jakimś psychopatą. – zmrużyła delikatnie oczy, a zapach rozkładającego się
ciała sprawił, że musiała zamrugać kilka razy oczyma i nieco odchylić głowę.
-Jablonsky, dobrze wiesz, że
uwielbiam sobie czasem postać nad rozkładającymi się zwłokami.- Odparł z
przekąsem i uśmiechnął się delikatnie w stronę ciemnowłosej dziewczyny, przy
okazji spoglądając jej krótko w oczy. Wsłuchał się w słowa lekarza, a
przez jego głowę oczywiście zaczęło przepływać mnóstwo informacji. Spojrzał na
ślady zębów na ciele ofiary i mruknął jakby sam do siebie.
- Zęby? Coś mi to przypomina... -
po chwili mimowolnie wysłał pytające spojrzenie do dziewczyny stojącej obok, i
zmarszczył nieznacznie brew, w myślach wertując stosy przeczytanych w przeszłości
akt.
- Dorothy Hopkins, lat 36. Matka
bliźniaków i żona Jeremy ‘ego Hopkinsa. – mruknął jeden z śledczych, który
podał Juliet dowód osobisty kobiety.
- Zgwałcona? – Jablonsky uniosła
wzrok na jednego z laborantów, badających ciało już na miejscu, po czym rzuciła
przelotne spojrzenie Dave ‘owi i uniosła jeden kącik ust.
- Jeszcze nie jesteśmy pewni, ale
jest to bardzo możliwe. – lekarz westchnął i podrapał się po głowie,
kontynuując badania.
- Macie już coś konkretniejszego?
– przekrzywiła nieco głowę, oglądając kobietę dokładnie.
- Pod paznokciami ma naskórek
ludzki. Gdy tylko wrócimy do laboratorium zbadamy czyj on jest i znajdziemy
tego psychola.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz